poniedziałek, 16 czerwca 2014

8.

Minął tydzień od kiedy mieszkam w Beacon Hills. 5 dni od kiedy znam tajemnicę Scotta i reszty. 5 dni od kiedy wiem kim jest mój ojciec. I dziadek... Tak. Właśnie. Mój dziadek też jest łowcą. Hunterzy .. cholera.. jak oni się dowiedzą kim/ czym jest Scotty to będzie katastrofa.
Chłopacy muszą uważać biegając po lesie.
Udaję że nie wiem o tajemnicy mojej rodziny, ale ciężko patrzeć mi na tatę wiedząc że poluje na moich przyjaciół. Z każdym spojrzeniem w jego stronę mam ochotę wygarnąć mu co czuje, i co myślę o tym.
Ponad to dowiedziałam się że to rodzinna tradycja. Rodzina łowców.. Mama też nim była, zanim umarła, a raczej zginęła z rąk wilkołaka imieniem Peter Hale. Tyle się dowiedziałam.
- Ej. Ja nie chcę być łowcą. - powiedzialam patrząc smutno w ekran komputera na którym wyświetlała się mordka Lydii. Rozmawiałyśmy na skype - "ucząc się" .
Każdy dobrze wie jak wygląda taka nauka.
- Wyobraź sobie jak zapierdalasz z łukiem po lesie za Scottem. - zaśmiała się.
- Lydia to nie jest zabawne.
- No wiesz teoretycznie nie. Ale weź pomyśl gonisz swojego chłopaka żeby go zabić bo taka tradycja w waszej rodzinie. - wydęła usta i zaśmiała się.
Zaśmiałam się na jej wizję. Nagle do pokoju wszedł tata,
- All pogadamy? - zapytał.
- Lydia pogadamy później . Paa - posłałam jej buziaczka i się rozłączyłam .
- Mów. - powiedziałam odwracając się w jego stronę.
- Nie tutaj. Chodź. - pokazał mi żebym poszła za nim.

Doszliśmy do salonu gdzie siedział dziadek. Łooo. Będzie pogadanka. Czyżby o 'naszej rodzinnej tradycji'?
Na samą myśl niedobrze mi się zrobiło.
- Usiądź Allison Melisso Argent. - powiedział dziadek.
- Co się dzieje? - zapytałam.
- Pamiętasz te składy broni co są w garażu? - zapytał Christopher.
-Tak tato i co ?
- My.. my tak naprawdę nie jesteśmy sprzedawcami broni. - YOU DON'T SAAY. ~pomyślałam sobie. - Tak naprawdę polujemy na to - rzucił na stół przede mnie kilka zdjęć przedstawiających wilkołaki
- Haha tatoo. Zabawny jesteś. Takie rzeczy istnieją tylko w bajkach - powiedziałam.
- Nie córeczko. Tutaj w BH jest ich kilka. A Ty musisz kontynuować tradycję rodzinną, zostać łowcą.- nie no. .tego było za wiele.
- Nigdy w życiu tato! Nawet jeśli istnieją, to co Ci to szkodzi. Mają prawo bytu tak jak Ty, ja, pies czy kot. - wybuchłam.- Ja nie będę niczego ani nikogo zabijać.
Wstałam i wyszłam na dwór.
- Allison! wracaj! - usłyszałam krzyki dziadka i ojca za swoimi plecami, kiedy biegłam niewiadomo dokąd.

Gdy skończyłam uciekać przed rodziną zrozumiałam gdzie się znajduję. Spalony dom w głębi lasu. Dom niejakiego Dereka Hale.
-Cholera. - zaklnęłam pod nosem.
Zdenerwowana usiadłam pod drzewem.. Nie pamiętam drogi do domu. Poczekam chwilę. Może spotkam kogoś z chłopaków. Nie myliłam się. Po chwili usłyszałam szmer za krzakami.
- Witaj. - usłyszałam głos którego miałam nadzieję że nie usłyszę nigdy.
- Aiden. - wysyczałam.
- Nie, mylisz się księżniczko. Ethan jestem. - uśmiechnął się
 Zaczęłam cofać się w stronę domu Dereka, mając nadzieję że jest w środku.
Po chwili potknęłam się o coś, a raczej o kogoś.
- Otoczona. - zaśmiał się Aiden.

 Przestraszona zastosowałam się do taktyki którą polecił mi Scotty w sytuacji awaryjnej " krzycz ile wlezie i biegnij przed siebie"

*Scott pov.*

Spacerowałem po lesie, w głowie miałem wielki mętlik, dziewczyna która mi się podoba pochodzi z rodziny łowców, powinna polować na mnie ale chce mnie bronić ? to chyba jest odpowiednie słowo. Chciałem zajść do Hale'a, kiedy nagle usłyszałem krzyk.. jej krzyk. Pobiegłem w tamtym kierunku. Nagle poczułem wilcze zapachy.
-Bliźniacy.. - zaklnąłem pod nosem.
Zmieniłem swoją postać i pobiegłem ją ratować.

*Allison pov*

Uciekałam w stronę mi niewiadomą, nagle coś wyskoczyło zza drzew, wilkołak, stanął obok mnie, Scott, uśmiechnął się i pobiegł w stronę z której uciekałam.
Usiadłam pod drzewem i czekałam.

WOW. pierwszy raz widziałam go w całej wilczej okazałości. On jest taki pociągający jako człowiek, ale jako wilkołak jeszcze bardziej. Cholera.. O czym ja myślę.
Czekałam aż Scott albo ktoś z paczki do mnie podejdzie.
 
- Już ok. Chodź. - Scott podbiegł do mnie i wciągnął mnie na swoje plecy.

-Co tu robiłaś?- zapytał jak już siedzieliśmy na ławkach na boisku czekając na trening lacrosse.
- Tata powiedział że MUSZĘ zostać łowczynią, wybuchłam i po prostu pobiegłam.
- Hymm. To mamy problem kolejny.
- A jakie są jeszcze?- zapytałam,
- No np. Twój tata na mnie poluje, na Ciebie polują bliźniacy, podobasz mi się , jest brzydka pogoda, a Lydia nie wie co się dzieje.
- Czekaj co ? - zapytałam.  - powtórz.
- Lydia nie wie co sie dzieje
- Nie to, to wcześniej.- powiedziałam.
- Brzydka pogoda.
- To jeszcze wcześniej. - powiedziałam. dobrze wiedziałam co usłyszałam ale chciałam żeby to powtórzył.
- Bliźniacy na Ciebie polują. - zaśmiałam się.
- ugh. Scottcie McCall też mi się podobasz.
- Ej. Usłyszałaś jednak - Wilczek udawał oburzenie. - Tak podobasz mi się. - powiedział. - A teraz lecę na trening. - dał mi buziaka w policzek i uciekł na boisko.

2 komentarze:

  1. Wow. Rozdział cudowny. Piszesz niesamowicie. Tylko szkoda, że.nie było tych moich ulubionych zdjęć z rozmowami. Bosko, bosko skarbie :*

    OdpowiedzUsuń